sobota, 28 lipca 2018

Piękna, a bestia

Chrysis viridula
Złotolitkowate słyną z przecudnie ubarwionego chitynowego pancerza, który ma chronić je przed użądleniami gospodarzy, którym podrzucają swoje jajka. Anglicy nazywają złotolitki cuckoo wasps - kukułczymi osami. Są pasożytami gniazdowymi innych błonkówek, głównie os samotnic i grzebaczowatych, rzadziej pszczół. Dzisiejszą naszą bohaterkę nazwę chwilowo Czerwoną.
W Polsce wg różnych źródeł jest od 57* do 96 gatunków złotolitek, z czego prawie trzydzieści jest zagrożonych wyginięciem. Wszystkie arcytrudne do rozpoznania. Bez złapania, rozczłonkowania, zdjęć pod mikroskopem i gigantycznej wiedzy prawie niemożliwe jest ustalenie gatunku. Obserwuję w Porobnicowie co najmniej trzy gatunki złotolitek, z czego dwa wyraźnie zainteresowane gniazdami os, a nie pszczołami. Od razu widać, że owadzie kukułki różnią się kolorem pancerzyka.
Chrysis
Złotolitka numer 1, nazwijmy ją na razie Szmaragdową
Chrysis
Złotolitka numer 2, niech będzie Krępa, bo jest krótsza i bardziej pękata od dwóch pozostałych. Kręci się głównie przy norkach porobnic i nic o niej nie wiem.
Chrysis viridula
Złotolitka numer 3, nasza dzisiejsza bohaterka, Czerwona
Zawzięłam się, bo numer 3 ma ubarwienie bardzo charakterystyczne: cały tułów i środkowa część odwłoka są czerwone. Straciłam sporo czasu, ale po przejrzeniu miliona fotografii wreszcie trafiłam na ślad i wydaje mi się, że naszą dzisiejszą bohaterkę udało mi się rozpoznać. Pierwszy trop był w opisie pasożytów osy bolicy, którymi są: Chrysis viridula, Pseudospinolia neglecta, Pseudomalus auratus **
Chrysis viridula

Zaczęłam  przeglądać zdjęcia Chrysis viridula. Bingo, moja Czerwona wyglądała bardzo podobnie. Potem trafiłam na widoki odwłoków złotolitek: tylko dwa były podobne - czerwone z niebiekoszmaragdowym końcem. I tak ponownie trafiłam na Chrysis viridula. Widoki na zdjęciach były znajome, a opis wyglądał mniej więcej tak:
Gatunek łatwo rozpoznać ze względu na jego charakterystyczne zabarwienie: głowa, boczne i brzuszne części mezosomy (w tym nogi) i T(ergit)3 są zielone, niebieskie lub fioletowe, natomiast części grzbietowe mezosomy (tułowia), większość T1 i cała T2 są czerwone***
Chrysis viridula
Złotolitka pozwoliła się zmierzyć - prawie 10 mm. A z czułkami to ponad centymetr
O tej złotolitce i jej działaniu polegającym na wrzucaniu grudek do niezamkniętego gniazda bolicy pisałam już tutaj. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, na co patrzę. Ale poczytałam i już wiem - był to finał kukułczego, podrzutkowego działania Czerwonej.
Na stronie bwars.com piszą, że samica Chrysis viridula składa swoje jajo w czasie, kiedy larwa osy snuje swój kokon. Ale potrafi także otworzyć zamknięty kokon i złożyć w nim jajeczko. **** 
Natomiast na stronie artsdatabanken.no piszą, że samica składa jajeczko dopiero, gdy larwa zakończy swój wzrost.*****  Jak widać opisy te się różnią i jeżeli zestawię je z moimi obserwacjami, to muszę stwierdzić, że 30 maja widziałam Czerwoną wielokrotnie włażącą  do kominka bolicy w czasie, kiedy osa znosiła prowiant (zielone gąsienice) do kolejnej komórki. Nie wiem, jak dokładnie wygląda gniazdo osy pod ziemią i kokon larwy osy. Czy jest to pełny oprzęd, jak u murarki, czy tylko zatkane wejście do komórki - taka jakby pokrywka? Złotolitka wielokrotnie wchodziła do kominka, więc miała okazję podrzucić jajo w trakcie budowy komórki. Ale czy podrzuciła jajo do komórki będącej w trakcie budowy, czy też dostała się do innej, już ukończonej komórki, nie wiem.
Natomiast 16 lipca 2018 widziałam podrzucanie jaja do gniazda osy, kiedy tej już nie ma. Gdy pojawiłam się około 13, złotolitka wydobywała grudki ziemi z kanału prowadzącego do gniazda osy.
Upaparana cała pyłem pracowicie wydobywała urobek na powierzchnię.
Chrysis viridula
Chrysis viridula toruje sobie drogę do kokonu osy

Chrysis viridula
Wydobywanie ziemi z norki zajęło złotolitce prawie dwie godziny
Chrysis viridula
Za to ponowne zasypanie kanału odbyło się błyskawicznie

Biedna osa napracowała się dla swojego potomstwa, dźwigała te zielone gąsienice, a skorzysta z tego larwa złotolitki, która na koniec zje i larwę gospodarza. Brrr...
Chrysis viridula
Czerwona uchwycona w momencie mycia się po pracy w kurzu
 Ależ się zrobił długachny wpis. A będą pewnie następne...

====================
* http://156.17.59.206/KLUCZE%20DO%20OZNACZANIA%20OWADOW%20POLSKI/023_XXIV_55-56.pdf
**http://www.bwars.com/wasp/vespidae/eumeninae/odynerus-spinipes
***https://www.artsdatabanken.no/Pages/200974 (tłum. i rozwinięcia moje)
****http://www.bwars.com/wasp/chrysididae/chrysidinae/chrysis-viridula
*****https://www.artsdatabanken.no/Pages/200974

5 komentarzy:

  1. Rewelacyjny materiał. I bardzo dobrze,że pokazałaś te złotolitkę z pomiarem jej długości, bo na zdjęciach solo wyglądała na olbrzyma.
    Ale skąd znasz norweski?

    OdpowiedzUsuń
  2. No jak? Wszyscy przecież znają norweski ;-). A po prawdzie to trafiłam na wersję angielską i pewnie skopiowała zły link.
    Zrobienie zdjęcia z miarką wydawało mi się niemożliwe, dopóki nie zauważyłam, że kiedy owady pracują, to ślepną przynajmniej częściowo na świat zewnętrzny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ja, jak Starsi Panowie znam i angielski i norweski jedynie ze słyszenia. Dużo dobrego o nich słyszałam. ;)

      Usuń
  3. Świetny materiał. Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki:-) I wyobraź sobie, że złotolitki też mają swoje pasożyty tylko na razie nie miałam z nimi przyjemności. To by było drugie piętro wzajemnego pożerania.

    OdpowiedzUsuń